Wygląda na to, że Najwyższa Izba Kontroli (NIK) wzięła na tapetę organizację imprez, przyjmując zresztą założenia skrajnie nierozsądne i szkodliwe. Nie tylko z punktu widzenia zamawiających, lecz również rynku. Podejście NIK stanowi rażącą dyskryminację małych i średnich przedsiębiorców, a polityka zakupowa państwa nakazuje wspieranie tych podmiotów. Jeszcze trochę, a nie będzie już zamówień dla lokalnych restauracji, firm cateringowych, podmiotów zajmujących się nagłośnieniem czy oświetleniem. Wszystkie zostaną zepchnięte do roli podwykonawców dużych przedsiębiorstw eventowych.
POLECAMY
Zakres usług cateringowych
W ciągu roku zamawiający zorganizował całą serię spotkań, szkoleń, konferencji i imprez plenerowych. Wydarzenia były skrajnie różne (od spotkania dla VIP-ów po imprezy masowe), organizowane wydarzenia odbywały się w różnych miastach i miejscach, w terminach nieraz ustalanych na bieżąco, a nie z góry na cały rok. Do każdego z wydarzeń zamawiano osobno catering o wartości poniżej progu. Skoro jednak suma tych zamówień w skali roku przekroczyła 130 tys. zł (sytuacja przed nowelizacją), NIK uznał, że doszło do naruszenia Prawa zamówień publicznych.
Z początku wydawało mi się, że to po prostu wyjątkowo gorliwa pani inspektor. Niestety, po zastrzeżeniach zamawiającego stanowisko pani inspektor zaakceptowało Kolegium Najwyższej Izby Kontroli, a więc procedura odwoławcza od stanowiska pani inspektor została już zamknięta.
Stanowisko Urzędu Zamówień Publicznych
Wielokrotnie powtarzałem, że najbardziej nietrafioną opinią Urzędu Zamówień Publicznych (UZP) była ta dotycząca szacowania wartości zamówień. Trzy tożsamości stosowane jednakowo do robót budowlanych, dostaw i usług. A przecież dyrektywy znają wyłącznie pojęcie podobnych dostaw – czyli dostaw produktów o zbliżonym przeznaczeniu („jeden cel”), realizowanych przez tego samego wykonawcę („jeden sklep”). Catering jest usługą, więc zasada podobieństwa w ogóle go nie dotyczy.
Urząd Zamówień Publicznych wycofał się ze swojej opinii w komentarzu do nowej ustawy, przyznając wprost oczywistą – w świetle dyrektyw – prawdę: Zasada podobieństwa nie dotyczy natomiast usług, o których mowa w art. 30 [ustawy] Pzp. Przepisy Pzp [Prawa zamówień publicznych] i dyrektywy klasycznej nie nakazują łącznego szacowania podobnych usług. Ustalając wartość zamówienia na usługi, zamawiający odnosi się do konkretnej usługi, którą zamierza nabyć. W przypadku usług łącznemu szacowaniu podlegać będą zatem jednorodne usługi, jeśli zostały lub powinny zostać przewidziane przez zamawiającego.
Ta zmiana stanowiska jednak „się nie przyjęła” ani u zamawiających, ani u kontrolerów. Winę za to ponosi, niestety, sam UZP: zbyt cicho o tej zmianie poinformował!