Zamówienia publiczne inaczej

Jak udzielać zamówień

PRAWO ZAMÓWIEŃ PUBLICZNYCH CORAZ CZĘŚCIEJ BYWA TRAKTOWANE NIE JAKO NARZĘDZIE RACJONALNEGO GOSPODAROWANIA ŚRODKAMI PUBLICZNYMI, LECZ JAKO SYSTEM ZABEZPIECZAJĄCY URZĘDNIKÓW PRZED RYZYKIEM OSOBISTYM. AUTOR POKAZUJE, ŻE TAKI SPOSÓB MYŚLENIA PROWADZI DO POZORNEJ POPRAWNOŚCI, SPADKU EFEKTYWNOŚCI I WYPYCHANIA Z RYNKU RZETELNYCH WYKONAWCÓW. W TEKŚCIE PROPONUJE INNE SPOJRZENIE: ZAMÓWIENIA PUBLICZNE JAKO PROFESJONALNE ZAKUPY, OPARTE NA WIEDZY RYNKOWEJ, ODPOWIEDZIALNOŚCI I RZECZYWISTYM INTERESIE PUBLICZNYM.

Zakupy, nie zamówienia

Proces pozyskiwania ofert aż do zawarcia umowy, po angielsku określany pojęciem public procurement, należało przetłumaczyć na język polski jako zakupy publiczne. Zamówienia to czynności podejmowane na
podstawie zawartej umowy o sukcesywne świadczenia, polegające na wysyłaniu do wykonawcy zapotrzebowań, zamówień właśnie. Niewykluczone, że niewłaściwa terminologia przynajmniej częściowo odpowiada za
stan polskich zamówień. Kupiec, nabywca, człowiek od zakupów powinien zajmować się procesem na poziomie strategicznym: planowanie, strategie zakupowe, oraz na poziomie taktycznym: postępowanie zmierzające do zawarcia umowy na konkretne dobro (w świecie zakupów po angielsku zwane sourcing). Zamówienia to poziom operacyjny, który może realizować magazynier lub końcowy użytkownik, który chce zaspokoić potrzebę i nie zadaje sobie pytań o to, kim jest wykonawca, dlaczego to on został wybrany, jakie były inne opcje. To zupełnie inne role, wymagające zupełnie innych kompetencji, innego miejsca w organizacji. Zamawiający dają się często sprowadzić do zaopatrzeniowców: kupić przedmiot na cito. Kupcy, nabywcy publiczni, uczestniczą w definiowaniu potrzeb, opracowaniu strategii zarządzania kategorią zakupową. Od początku do końca są partnerami pionów merytorycznych, wnoszącymi wiedzę zakupową dla optymalnego zaspokojenia uzasadnionych potrzeb partnerów merytorycznych w instytucji. 

POLECAMY

Po co ta ustawa? 

Już od ponad 30 lat wskazuje się dwa konkurencyjne cele: efektywność wydatków publicznych i przeciwdziałanie korupcji. Oba cele są szlachetne, pytanie: co powinno przeważać? A dlaczego trzeba wybierać? Bo świata zakupów skoncentrowanych na efektywności nie da się pogodzić ze światem zakupów „żony Cezara”, czyli osoby, w której uczciwość i niewinność nawet nie wolno powątpiewać. Oto kilka różnic. 

Efektywność zakupów wymaga elastycznych przepisów (zarówno powszechnie obowiązujących, jak i wewnętrznych) oraz elastycznych warunków zamówienia. Wszak chodzi o sztukę kupowania nieznającą przepisu na sukces jak przepis na danie w szybkowarze. Tymczasem żony Cezara domagają się przepisów jasnych, jednoznacznych i odpowiadających na każdy problem spotykany w praktyce. To niemożliwe i przeciwskuteczne. Ustawa rozrosła się z niecałych 100 artykułów do ponad 600 i nadal nie rozwiązuje istotnych problemów. Bo rozwiązać nie może. Życie zawsze jest bogatsze niż wyobraźnia ustawodawcy. Poza tym: gdyby istniał jakiś przepis na sukces, to wszyscy byśmy go stosowali. Niestety, takiego przepisu nie ma, o czym przekonuje się każdy z nas, próbując kupić sobie wymarzony rower, zatrudnić najlepszego korepetytora czy poszukując glazurnika. Ciekawe, dlaczego wszyscy udają, że wystarczy ogłosić przetarg nieograniczony, wybrać najtańszą ofertę i zawrzeć ryczałtową umowę… 

Efektywność zakupów wymaga rozmawiania z wykonawca...

Pozostałe 90% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Monitor Zamówień Publicznych"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!

Przypisy