Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mam większy sentyment do Siennej

Artykuły | 12 kwietnia 2019 | NR 173
103

Z dr Włodzimierzem Dzierżanowskim - prezesem Grupy Doradczej Sienna Sp. z o.o. rozmawia Elżbieta Cierlica

MZP: Minęło już ponad 15 lat od pierwszego naszego spotkania w Sejmie RP, na posiedzeniu podkomisji, która pracowała nad projektem nowej ustawy – Prawo zamówień publicznych. Był Pan wówczas wiceprezesem Urzędu Zamówień Publicznych i na większości posiedzeń przedstawiał Pan stanowisko UZP. To nie było łatwe audytorium. Pomyślałam wtedy: „Zjedzą go”, ale z posiedzenia na posiedzenie zmieniałam zdanie.

Być „zjedzonym” przez takie szacowne grono, jakie stanowili eksperci uczestniczący w pracach komisji sejmowej, w latach 2003–2004, to nie byłoby najgorsze, co może się zdarzyć. Aż szkoda, że czasy się zmieniły i proces legislacyjny w sejmie nie daje już pola do takiej szerokiej i otwartej dyskusji. 

Pamiętam świetne przygotowanie, właściwie wszystkich, do pracy nad tą ustawą. Nie czuję się, co prawda, władny, by oceniać wkład pracy poszczególnych osób lub instytucji, ale warto przypomnieć przy tej okazji posła Adama Szejnfelda – przewodniczącego pracom sejmowej podkomisji ds. ustawy – Prawo zamówień publicznych, przedstawicieli NIK, ekspertów z poszczególnych organizacji, spośród których wielu to do dziś aktywni uczestnicy rynku zamówień, jak choćby Hanna Talago-Sławoj czy Jerzy Pieróg. Także moi koledzy z UZP – Jarosław Jerzykowski, Grzegorz Wicik, Piotr Wiśniewski, Małgorzata Stachowiak – to uczestnicy prac nad Pzp, których nie można pominąć. Chciałbym też nieskromnie przypomnieć, że przyjęty wówczas projekt ustawy – Prawo zamówień publicznych Biuro Legislacyjne Sejmu oceniło jako jeden z najlepiej przygotowanych projektów ustaw, nad którym przyszło im pracować. 

MZP: Gdy wydawało się, że ma Pan przed sobą liczącą się karierę urzędniczą, bo wrócił Pan do UZP z tarczą, był Pan współautorem pierwszego komentarza do ustawy – Prawo zamówień publicznych wydanego przez UZP, którego prawie wszyscy „uczyliśmy się na pamięć” i do którego wracamy do dziś – słuch o Panu zaginął. 

Sektor publiczny, który niezmiernie cenię, ma, niestety, także wady, które zna pewnie każdy, kto zajmuje się zamówieniami publicznymi. Doszedłem do wniosku, że w sektorze prywatnym, w którym jest mniej ograniczeń, lepiej mogę weryfikować swoje kompetencje zamówieniowe. Już sam fakt, że ktoś wpadł na pomysł, by umieścić mnie wśród „ludzi zamówień”, potwierdza, że chyba się udało.

MZP: Po pewnym czasie usłyszałam: dr nauk prawnych Włodzimierz Dzierżanowski – prezes Grupy Doradczej Sienna. Pozwoli Pan, że dodam tylko, dla osób nieznających topografii Warszawy, że nazwa Sienna pochodzi od nazwy ulicy, na której mieściło się Wasze pierwsze biuro. Nie należy mylić ulicy Siennej ze Srebrną, choć obie są w tej samej okolicy. 

Obie ulice są na pograniczu Śródmieścia i Woli w Warszawie. I właściwie nie wiem, dlaczego Srebrna zdominowała przekaz medialny. Ja mam większy sentyment do Siennej, chociaż już od lat siedziba Grupy Doradczej Sienna znajduje się na ulicy Bagatela 10, czyli tuż obok dawnej siedziby Krajowej Izby Odwoławczej sprzed przeprowadzki do „Mordoru”. Nie miałbym nic przeciwko temu, by KIO szczęśliwe wydostała się (wraz z UZP) z opresji i wróciła do starej lokalizacji, bo to dobre i nobilitujące sąsiedztwo. 

Całkiem spora grupa osób, które orzekały lub wciąż orzekają w KIO, ma w swoim CV pracę w Grupie Doradczej Sienna. W Grupie Doradczej Sienna natomiast pracuje obecnie kilkoro byłych pracowników UZP. To wskazuje, moim zdaniem, że krąg osób, które naprawdę sporo wiedzą o zamówieniach publicznych, jest stosunkowo wąski. Z jednej strony dobrze jest się w nim znajdować, z drugiej – to konstatacja dość smutna, bo wskazująca, że ta tematyka ciągle nie cieszy się wystarczającym zainteresowaniem świata prawniczego. 

Widzę to także przez pryzmat swoich studentów, którzy o tym, że w ogóle istnieją zamówienia publiczne, dowiadują się najczęściej pod koniec studiów, z krótkich wzmianek w podczas zajęć. Chyba czas byłoby pomyśleć o zamówieniowej specjalizacji – prawniczej, ekonomicznej czy innej (nie mam tu do końca sprecyzowanego poglądu), bo trudno godzić się z faktem, że ponad sto miliardów publicznych pieniędzy jest wydawane bez uwzględnienia tego faktu w procesie kształcenia akademickiego, korporacyjnego czy jakiegokolwiek innego i kompetencje zdobywane w tym zakresie to właściwe wyłącznie kwestia determinacji osobistej ludzi, którzy zajmują się udzielaniem zamówień. 

MZP: Podsumowując – najpierw pracował Pan przy tworzeniu ustawy – Prawo zamówień publicznych, a potem pomagał nauczyć się z niej korzystać. Co było dla użytkowników Pzp najtrudniejsze w początkowym okresie, a co sprawia trudności do dziś?

Kilkanaście lat od przyjęcia ustawy, a w zasadzie 25 lat istnienia systemu zamówień, bo przecież właśnie taką rocznicę za chwilę będziemy obchodzić, nie spowodowało, że nastąpiła istotna różnica w rozłożeniu problemów, z którymi rynek się boryka. Przeciwnie – wciąż są to, w zasadzie, te same kłopoty, które ujawniają się w takim sinusoidalnym ujęciu, tj. albo z większym, albo z mniejszym natężeniem.
 
Każda zmiana prawa powoduje, niestety, zerwanie z choćby niektórymi wdrożonymi i utrwalonymi rozwiązaniami, każda nowelizacja istniejącej ustawy pogłębia niespójności.Wzorowanie się na praktyce czy orzecznictwie nie daje więc pewności zachowań zgodnych z aktualnym i niestabilnym stanem prawa. 

Zawsze wydawało mi się, że aby prawidłowo stosować prawo, trzeba przede wszystkim umieć czytać. Dobrze napisany przepis nie powinien bowiem wymagać szczególnie złożonych zabiegów interpretacyjnych, by mógł zostać zrozumiany. Niestety, ostatnio ważniejsza wydaje mi się umiejętność pisania, a szczególnie kwalifikacje w tym zakresie u ustawodawcy. Nowelizacje ustawy Pzp z ostatnich kilku lat każą poważnie wątpić w posiadanie tej prostej kompetencji przez autorów. 

MZP: Wiele problemów interpretował Pan w komentarzach do ustawy – Prawo zamówień publicznych. Było ich kilka, przypomnijmy je, w kolejności od końca, czyli od tych najbardziej aktualnych.

Sytuacją idealną – w sensie akademickim – jest taka prostota prawa, by komentarze były zbędne. Stan ten, niestety, jest nieosiągalny, dlatego razem z moimi kolegami  – M. Stachowiak i J. Jerzykowskim – aktualizujemy przy ważniejszych nowelizacjach komentarz do ustawy w wydawnictwie Wolters Kluwer. Przez 15 lat obowiązywania ustawy Pzp takich wydań było siedem, każde zaktualizowane i każde zmagające się z kolejnymi problemami. 

MZP: Nie chcę Panu wypominać stażu, ale w zamówieniach publicznych jest Pan już prawie „weteranem”. I co „weteran” myśli o problemach zamawiających i wykonawców z elektronizacją systemu zamówień publicznych? Czytałam Pana bardzo ciekawe opracowanie w dwumiesięczniku „Radca Prawny”. Skoro nie napisał Pan o tym do „Monitora Zamówień Publicznych”, to może przynajmniej wypunktuje Pan najważniejsze problemy związane z elektronizacją i przyszłością, która nas czeka za parę miesięcy?

Elektronizacja, jak każda ważna zmiana prawna i organizacyjna, wymagała solidnego przygotowania i niestety tego zabrakło. „Weterani” znani są z tego, że narzekają na nowe rozwiązania, więc może mój krytyczny osąd procesu elektronizacji bierze się z tej cechy, jednak nie sposób nie dostrzec, że wdrożenie elektronizacji poważnie szwankuje. Zacznę od problemów organizacyjnych. 

Zapowiadana przez kilka lat platforma UZP, która umożliwiałaby prowadzenie postępowań z wykorzystaniem formy elektronicznej,...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 11 wydań czasopisma "Monitor Zamówień Publicznych"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Roczny dostęp do filmów instruktażowych
  • Cykl szkoleń online
  • Indywidualne konsultacje
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy